A czy Ty łączysz kropki?

Ostatnio dostałam maila z informacją o spotkaniu z Włodkiem Markowiczem w Empiku, podczas którego będzie on podpisywać swoją nową książkę. Pierwszą moją myślą było „Aha… Włodek z Lekko Stronniczego – to pewnie będzie zabawnie, ironicznie i z przymrużeniem oka”, ale wtedy doczytałam, że książka jest swego rodzaju rozwinięciem filmu pod tym samym tytułem, który można zobaczyć na Youtube. Zanim więc wpisałam to spotkanie do kalendarza wyszukałam „Kropki” na YT.

I mnie zahipnotyzowało. Zaskoczyło. Wciągnęło. Zachwyciło. Zmusiło do refleksji.
Sprawiło, że zaczęłam więcej czytać i oglądać o Włodku i o tym, czym teraz się zajmuje.
Sprawiło, że nie mogłam się doczekać tego spotkania i możliwości choćby krótkiej rozmowy.

Gdy dojechałam na miejsce i przechodziłam przez galerię handlową nagle zatrzymałam się zdumiona. Człowiek, na spotkanie z którym tak się spieszyłam, siedział jak gdyby nigdy nic na ławce i stukał w swojego smartfona. Zaczęłam się zastanawiać czy mogę podejść i zagadać, ale uznałam, że nie będę Mu przeszkadzać – każdemu w końcu należy się chwila odpoczynku i spokoju, nie każdy lubi gdy zaczepiają go nieznajomi…

Poszłam do Empiku i stanęłam wśród całkiem sporej grupy osób. I po chwili zaczęło się spotkanie: kilka refleksji, trochę śmiechu i pytania publiczności… i znowu zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy nie zapytać o to zaczepianie przez nieznajomych… i znowu się zawahałam i nie spytałam. Uznałam, że spytam w tej krótkiej chwili podczas podpisywania książki. Jednak chętnych do autografu, wspólnego zdjęcia i krótkiej rozmowy było tylu, że po dwóch godzinach oczekiwania gdy okazało się, że nie wszyscy mogą zdążyć, organizatorzy postanowili skrócić czas „spotkania” i ograniczyć go tylko do autografu i ewentualnie szybkiego zdjęcia. W końcu przyszła kolej na mnie, poprosiłam dziewczynę stojącą za mną o zrobienie nam zdjęcia, podsunęłam książkę, uśmiechnęliśmy się w stronę aparatu, powiedziałam „dziękuję” i odeszłam.

13234882_881420215301918_615139197_o

To było takie proste.
Dziękuję.

W ciągu tych dwóch godzin przeczytałam fragment książki i uświadomiłam sobie, że Markowicz nie odkrywa Ameryki. Nie ma tam prawie nic dla mnie nowego.
A jednak tak bardzo są potrzebne książki, które mówią do nas o tak oczywistych rzeczach. O tym, że „nie ma jednej jedynej drogi do szczęścia”, że „nie warto nikogo wybudzać na siłę (…) „Poukładanych” należy po prostu zostawić w spokoju.”, że „dzieci uwielbiają odkrywać świat”, że zmieniając siebie zmieniasz świat dookoła.

Mimo wszystko jednak czuję, że będę do tej książki wracać, że będzie oklejona kolorowymi karteczkami, przypominającymi najważniejsze jej fragmenty.

Bo po prostu potrzebujemy by w tym pędzącym do przodu świecie jak najczęściej powtarzano nam to o czym tak łatwo zapominamy, choć w głębi serca tak bardzo za tym tęsknimy i tak bardzo tego pragniemy.
I właśnie za to dziękuję.

O tej książce na pewno jeszcze kiedyś przeczytacie, a już dziś polecam zobaczenie i zadumanie się nad wspomnianymi już „Kropkami” w wersji filmowej:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s