(bez) Interesowny Wolontariat

Dobry wieczór Skarbie!

Dziś 29 luty – dodatkowy dzień w roku, który zdarza się raz na cztery lata. Dodatkowe 24 godziny, które możemy wykorzystać na poprawianie własnej pewności siebie, swojej samooceny, na robienie czegoś dobrego dla innych.

I tą dzisiejszą notkę chciałabym poświęcić właśnie robieniu czegoś dobrego dla innych 🙂

Zawsze myślałam, że wolontariat jest bezinteresowny, że człowiek poświęca swój czas, energię, siły po to by pomóc komuś innemu, nie otrzymując zupełnie nic w zamian – no… może oprócz radości z samego faktu pomagania. Z czasem nauczyłam się i zaczęłam dostrzegać to, że tak nie jest, że wolontariat i pomoc innym wręcz nie powinna być bezinteresowna i w zasadzie nigdy nie jest. Oczywiście nie chodzi mi teraz o domaganie się jakiś nagród, pieniędzy czy „nie-wiadomo-czego”. Chodzi o możliwość rozwoju, pokonania własnych słabości, poznania nowych, fantastycznych osób.

Moja przygoda z wolontariatem rozpoczęła się już w szkole podstawowej kiedy to razem z kilkoma koleżankami zorganizowałam „Akcję Schronisko” polegającą na zbiórce pieniędzy na psiaki w pobliskim schronisku dla zwierząt, potem zostałam wolontariuszką w tym schronisku, zaczęłam udzielać korepetycji dla dziewczyn z klasy, które miały problemy w nauce; brałam udział w różnych zbiórkach pieniędzy i koncertach charytatywnych. W drugiej klasie liceum znalazła mnie Szlachetna Paczka… Ówczesny Koordynator Wojewódzki odnalazł mój profil na portalu zrzeszającym wolontariuszy i różnego rodzaju organizacje i zaproponował współpracę. Paczka wciągnęła mnie na 6 lat i jest to jedna z najbardziej niesamowitych przygód jakie przeżyłam w swoim życiu. Moich najbliższych przyjaciół poznałam dzięki Paczce, dzięki niej przełamałam niesamowitą ilość swoich ograniczeń, barier i słabości, poczułam, że mogę zmienić czyjeś życie i że diametralnie zmieniło się moje. Podobnie było z Towarzystwem Pomocy Głuchoniewidomym – trafiłam tam przez przypadek, przez darmowe lekcje języka migowego i zostałam na dłużej 🙂 Tam nauczyłam się doceniać to, że jestem pełnosprawna, że widzę, słyszę, mogę samodzielnie chodzić, jeździć autem, porozumiewać się z innymi; tutaj nauczyłam się współpracować z osobami niepełnosprawnymi i udzielać im profesjonalnej pomocy. Tutaj poznałam kolejnych wartościowych i wspaniałych ludzi, od których tyle się uczę. I wreszcie Wolne Miejsce, kolejna niesamowita przygoda, która zaczęła się zupełnie przypadkowo – od jazdy autobusem i zauważenia plakatu na płocie Parku Śląskiego – o organizacji Wigilii dla osób samotnych. To tu zostałam „zmuszona” do wystąpienia na scenie i to tu pokonałam kolejne słabości i lęki, to tu znowu poznałam nowy sposób na pomaganie innym, to tu nauczyłam się jak być jeszcze lepszym człowiekiem i to tu znowu poznałam fantastycznych ludzi, którzy zajmują bardzo ważne miejsce w moim życiu.

I teraz już wiem, że wolontariat nie jest bezinteresowny – bo z każdą nową przygodą i z każdym rokiem dalszej współpracy oczekuję, że nauczę się czegoś nowego, że pokonam kolejne bariery, że znowu stanę się lepszym człowiekiem.

I tak sobie myślę, że wolontariat to jest jeden z lepszych sposobów na to, by pokonywać swoje słabości i by być coraz bardziej pewną siebie. Bardzo ważne jest jednak to by nie pomagać innym z główną myślą w głowie, że robi się to dla siebie! Naszą główną intencją powinno być to by pomóc innym: dzieciom, niepełnosprawnym, biednym, samotnym, zwierzętom, lasom czy puszczom; a te wszystkie korzyści pojawią się równolegle. Najważniejsze by chcieć pomagać innym i poświęcać im swój czas jednocześnie dobierając taki rodzaj wolontariatu, który pozwoli nam się najbardziej rozwinąć i pokonać te lęki, nad którymi chcemy obecnie pracować. Wtedy poznamy całą moc jaką ma czynienie dobra dla innych, bo pojawi się go tyyyle w naszym życiu! 🙂

Dlatego ja tak bardzo jestem uzależniona od wolontariatu i tak bardzo polecam go innym 🙂

Natalia Sikora pocztówka.jpg

fot. Marek Stabach

 

Jakby któraś z Was była zainteresowana wolontariatem, w któreś z tych organizacji, o których pisałam to zapraszam do kontaktu 🙂

Kroki do zmiany

„Jeśli nie próbujesz na pewno Ci nie wyjdzie” Miron Brzeziński

Kochana, dziś chciałabym przedstawić Ci kroki jakie każda z nas powinna podjąć, aby pozbyć się wszelkich negatywnych nawyków – nie tylko tych związanych z pewnością siebie i samooceną.

Krok pierwszy to rozpoznanie i przyznanie się do obecności tego nawyku – bez tego nie jest możliwa żadna zmiana naszego zachowania.
Następnie musimy uzmysłowić sobie jakie korzyści uzyskamy w wyniku zmiany naszego zachowania oraz szkody, jakie wyrządza nam trwanie w tym nawyku. O tym pisałam TUTAJ
Kolejnym krokiem jest uchwycenie korzeni i przyczyn takiego, a nie innego zachowania, a następnie głęboka wiara w to, że uda nam się tego nawyku pozbyć.
Piątym krokiem na drodze do pozbycia się negatywnych nawyków jest określenie celów jakie chcemy osiągnąć oraz ustalanie kolejnych na podstawie bieżących sukcesów.
Bardzo ważnym elementem jest także systematyczne nagradzanie się za każdy postęp na drodze do zmiany – daje nam to energię i zapał do dalszych zmian.
No i najważniejsze: pozostanie przy nowym zachowaniu! 🙂
Kroki te dokładnie opisał John Caunt w książce pt. „Poznaj swoją wartość”

389343_453354908010706_1773327022_n

Ważnymi aspektami wprowadzania zmian jest także to aby wprowadzać je stopniowo i małymi kroczkami, ale za to codziennie, bez wyjątku oraz to by zmienić środowisko i ludzi, którymi się otaczamy – mają oni gigantyczny wpływ na nasze zachowania i nawyki, dlatego jeśli umacniają nas w tych negatywnych nawykach i zachowaniach będzie nam znacznie trudniej je porzucić. To może być trudne zadanie, ale na pewno będzie warto!
Bardzo ważnym aspektem każdej zmiany, jaką chcemy wprowadzić w naszym życiu powinno być także to, aby ustalać konkretne zadania oraz termin ich wykonania – im dokładniejszy tym lepiej 🙂

Pamiętaj także, że kluczem do sukcesu jest przede wszystkim działanie!

Sekret!

Skarbie! Dziś znowu mała zmiana planów, ale odnosząc się do ubiegło tygodniowej notki o „magii poniedziałku” chciałabym napisać Ci dwie rzeczy.

Pierwsza to taka, że „magia” ta znów zadziałała! Podjęłam kolejne mini-wyzwanie, które udaje mi się codziennie realizować – bardzo pomocny jest w tym szablon do śledzenia swoich wyników, o którym pisałam TUTAJ. O samym wyzwaniu oraz o tym jak ważne jest dla pewności siebie i dla zdrowia, opowiem następnym razem, bo teraz chciałabym przejść do meritum, czyli sprawy drugiej.

Chciałabym żebyś dziś poznała pewien „sekret” 🙂
Rhonda Byrne napisała książkę pod tytułem „The Secret” i to o niej chciałabym dziś trochę opowiedzieć…

To nie będzie taka typowa recenzja książki, raczej chodzi mi o to by podzielić się swoimi wnioskami i spostrzeżeniami po lekturze oraz przedstawić jej podstawowe założenia.

Już czytając wstęp dowiadujemy się, że „Podróżując po tych kartkach i ucząc się Sekretu, dowiesz się, jak robić i mieć wszystko czego zapragniesz, i jak być tym, kim zapragniesz. Poznasz wspaniałe życie, które Cię czeka”. Brzmi zachęcająco? 🙂

Otóż cały Sekret życia to prawo przyciągania – czyli prawo, które daje Ci to o czym myślisz – niezależnie od tego czy myślisz o rzeczach dobrych czy złych, to właśnie je otrzymasz, bo prawo to kształtuje całe Twoje doświadczenie życiowe. Co więcej prawo to działa zawsze, bez znaczenia czy w nie wierzysz czy nie.  Autorka książki, wraz z wieloma osobami, które pomogły jej odkryć Sekret i dzieliły się swoimi historiami prowadzi do jak najlepszego i najbardziej świadomego używania prawa przyciągania. Bo to nie tak, że wystarczy jedna, luźna myśl i prawo przyciągania niczym ogromny magnes przyciągnie ku nam wszystko czego tylko zapragniemy. Do Sekretu prowadzą trzy, rozbudowane kroki. Pierwszym z nich jest prośba – należy jasno i konkretnie określić czego chcemy i napisać to na kartce, w czasie teraźniejszym, tak jakbyśmy już to mieli. Bardzo ważne jest aby już na tym etapie poczuć radość i wdzięczność za te otrzymane dobra. Krok drugi to wiara w to, że to o co prosiliśmy już do nas należy – tak daleko posunięta, że autorka książki zaleca zachowywanie się tak jakbyśmy już otrzymali to o co prosimy. Ostatnim krokiem jest odczuwanie już teraz tego jak będziemy się czuli gdy dostaniemy to o co prosimy – radości, miłości, szczęścia…
Na całej drodze do Sekretu radość i wdzięczność są niesamowicie ważnymi elementami. To one przyciągają do siebie coraz więcej i więcej radości, pomyślności i szczęścia. Jednym z zaleceń jest dziękowanie za to co już mamy i za to co otrzymaliśmy – setki razy w ciągu dnia! Już po przebudzeniu należy dziękować, za to wszystko o co prosiliśmy, podczas posiłków, drogi do pracy/ szkoły, gotowania, sprzątania, oglądania filmów, spacerów… wszędzie, jak najczęściej i w stu procentach szczerze i z przekonaniem. A oprócz dziękowania ważne jest także wizualizowanie sobie tego o co prosimy i odczuwanie głębokiej radości z faktu, że już to mamy.
Jednym słowem należy wypełnić się pozytywnymi myślami, radością i wdzięcznością, a prawo przyciągania przyciągnie ku nam jeszcze więcej radości i szczęścia!

Ważne jest także to, żeby nie skupiać się na tym czego chcemy uniknąć! Nie myślmy „Muszę schudnąć 10 kilo!” tylko myślmy o sobie jakbyśmy już ważyły tyle ile chcemy. Bo im bardziej się czemuś opieramy tym bardziej uparcie to trwa i nam przeszkadza.
I co najważniejsze – nie musimy wiedzieć jak to się stanie, ważne by wierzyć, że tak po prostu będzie.

Do mnie to trafia… bardzo mocno. Wiem, że jest to teoria, którą wiele osób wyśmiewa bądź twierdzi nawet, że jest ona niebezpieczna i szkodliwa i sama czytając niektóre przykłady podawane w książce byłam trochę wystraszona, ale jestem przekonana, że pozytywne myślenie – o sobie, o innych i o otaczającym nas świecie – na pewno nam nie zaszkodzi. Bo o to przecież tak naprawdę chodzi – żeby już teraz zacząć się cieszyć i być wdzięcznym za to wszystko co już teraz mamy i co w przyszłości otrzymamy.
Ile razy dziękowałaś za to, że widzisz? Że słyszysz? Że możesz chodzić? Że masz dach nad głową, jedzenie w lodówce? Że masz wspaniałych przyjaciół i rodzinę? Że potrafisz czytać? Że masz dostęp do Internetu, komputera, prądu?
Takie drobiazgi zwykle nam umykają i nie dostrzegamy za ile wspaniałych rzeczy powinniśmy każdego dnia być wdzięczni. Sekret, o którym pisze Byrne wyzwala w nas ogromną wdzięczność za wszystko co nas otacza, za to co mamy już teraz i za to o co prosimy. Pozwala nam także cieszyć się z tego wszystkiego, co w dzisiejszych czasach – i w naszym kraju – jest dość trudne, bo pośpiech, nasze tendencje do narzekania, brzydka pogoda, podatki, …. (dopisz własne!) nam w tej radości bardzo przeszkadzają!

Więc może dziś – od poniedziałku, który jest takim dobrym dniem na początki wyzwań i postanowień 😉 – spróbujmy wykorzystać prawo przyciągania i pozytywne myślenie w naszym życiu. Efekty pojawią się pewnie prędzej niż przypuszczamy 😉

1935556_10153877382791350_909449240488092203_n.jpg

Na dzisiaj to tyle, chociaż o prawie przyciągania i o tym jak ważne jest pozytywne myślenie, na pewno nie raz będę jeszcze wspominać! 🙂

„Nie ma żadnych ograniczeń, prawo może zrobić dla Ciebie wszystko; odważ się wierzyć w swój ideał; myśl o nim jak o dokonanym już fakcie!” / Charles Haanel

Wycofanie, kontratak, ustępowanie i kontrola

Dobry wieczór Skarbie! 🙂

Dziś chciałabym zaprezentować Ci kilka taktyk, które najczęściej stosują osoby z niską samooceną – tak abyśmy wiedziały na jakie zachowania zwracać uwagę i postarały się je wyeliminować z naszego życia.

John Caunt w książce pt. „Poznaj swoją wartość” pisał, że osoby nieśmiałe, niepewne siebie stosują najczęściej cztery taktyki. Pierwsza z nich to wycofanie – nie podejmowanie żadnych działań i wyzwań, ukrywanie się w cieniu, nie wychodzenie naprzód. Druga taktyka jest dokładnie odwrotna – kontratak. Taka osoba nieustannie podejmuje wyzwania – często zbyt trudne i nierealne, co sprawia, że nie jest w stanie im sprostać, co prowadzi do jeszcze niższego poczucia własnej wartości. Osoba stosująca taktykę kontrataku ma także tendencje do umniejszania swoich osiągnięć i sukcesów – mówiąc, że to wcale nie było aż tak trudne i w sumie to każdy jest w stanie to zrobić bądź osiągnąć. Trzecia taktyka to ustępowanie, podporządkowanie swoich potrzeb i uczuć innym. Po części by się z nimi nie zdradzać, po części by w ten sposób „przypodobać” się drugiej osobie i zasłużyć na jej akceptację, przyjaźń lub miłość. Ostatnią taktyką jest kontrola – wręcz patologiczna – nad wszystkim i wszystkimi. Takie osoby mając wszystko pod kontrolą czują się bardziej pewne siebie i bardziej wartościowe.

Ja stosowałam chyba wszystkie z tych taktyk… najczęściej się po prostu wycofywałam, nic nie mówiłam, nie spotykałam się z nowymi osobami (taktyka pierwsza), ale by udowodnić sobie, że nie jestem jednak aż taka beznadziejna podejmowałam różne wyzwania. Jednak nawet po bardzo udanym zakończeniu tych wyzwań znacznie umniejszałam swój sukces, gdy opowiadałam o nich znajomym czy rodzinie (taktyka druga), a często podczas tych wyzwań czułam, że muszę wszystko i wszystkich kontrolować, tak aby wszystko zostało zrobione w 110%, idealnie i perfekcyjnie, bo w innym razie co ludzie o mnie pomyślą?? I tego byłam zawsze świadoma, zawsze wiedziałam, że to robię i wiedziałam jak mam w tym cel. Dopiero całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że dość typowe dla mnie ustępowanie innym nie jest tak w stu procentach związane z tym, że jest mi po prostu „wszystko jedno”, albo, że chcę zrobić komuś przyjemność – tak po prostu. Bywało – nie zawsze, ale jednak – tak, że ustępowałam, by ktoś bardziej mnie lubił, by sobie nazbierać u kogoś plusów. A to przecież nie o to chodzi!

I dzisiaj mam do Ciebie prośbę… jeśli już ustaliłaś cel, chcesz wymienić swój „filtr paliwa” i jesteś gotowa by to zrobić no i masz szablon do śledzenia postępów to zacznij pracować nas swoją pewnością siebie poprzez obserwację czy czasem nie stosujesz któreś z tych czterech taktyk i jak najszybciej przestań je stosować. Mam nadzieję, że jesteś świadoma tego, że to niestety nie jest takie proste, ale taki właśnie jest cel tego projektu. Nad tym właśnie będziemy pracować. A jak? Już w następnej notce poznamy pierwsze kroki do pozbycia się negatywnych nawyków.

Sharon Wegscheider-Cruse uważa, że:

„Poczucie własnej wartości pochodzi z wyboru, nie jest wrodzone”

 

Ja dodałabym do tego wyboru także ciężką pracę, ale nie da się ukryć, że to, że teraz nie jesteś może zbyt pewna siebie i nie masz wysokiej samooceny wcale nie oznacza, że nie możesz jej już wkrótce mieć! 🙂

Magia poniedziałku

Cześć Skarbie! 🙂

Dziś poniedziałek… przez bardzo wiele osób jest to najgorszy dzień tygodnia. Wydaje mi się jednak, że rozpoczynanie tygodnia z myślą „o nie… znowu poniedziałek” nie jest zbyt dobrym pomysłem, bo bardzo negatywnie nas nastawiają.. i to nie na ten jeden dzień, ale na cały tydzień. Z drugiej strony, na pewno dobrze znacie stwierdzenie/ wymówkę „zacznę od jutra” czy „zacznę od poniedziałku”. Ten poniedziałek urósł nam trochę do takiego przeokropnego dnia pełnego obowiązków i postanowień, które obiecywaliśmy sobie, że rozpoczniemy i podejmiemy. Żeby trochę go odczarować proponuję Ci dzisiaj pewne narzędzie, które bardzo Ci ułatwi podejmowanie i realizowanie nowych postanowień i nawyków. A poniedziałki okażą się początkiem fantastycznej przygody do nowych celów 🙂

Zanim jednak pokażę Ci jakie to może być łatwe chciałabym tylko zaznaczyć, że planowanie postanowień i dobrych nawyków przychodzi bardzo prosto, gorzej jest niestety z ich późniejszą realizacją. Pamiętaj jednak, że oprócz wymiernych korzyści jakie dają np. codzienne ćwiczenia, nauka języka obcego czy picie większej ilości wody, konsekwentne realizowanie swoich postanowień poprawia samoocenę i pewność siebie. Po każdym dniu kiedy możemy powiedzieć „udało się! Przezwyciężyłam lenistwo/ brak odwagi/ wymówki” jesteśmy dumne z siebie i mamy o sobie znacznie lepsze zdanie. Czytałam kilka książek na ten temat i różnice pojawiały się w rozmiarach tych postanowień – niektórzy sugerowali by zabrać się za coś „dużego” bo gdy nam się uda to osiągnąć duma i satysfakcja będą proporcjonalnie większe; inni radzili by zaczynać od drobnych nawyków, które krok po kroczku doprowadzą nas do większego celu.

Wiesz? Mam wrażenie, że to nie jest aż takie ważne – Ty sama ustal sobie swój cel, czy to 5 minut codziennych ćwiczeń czy godzina; czy 30 minut czytania książki czy jedna książka tygodniowo; czy rozmowa z obcymi ludźmi każdego dnia czy zabieranie głosu podczas dużych spotkań na których nie znasz nikogo. Cel ustalasz Ty 🙂

1962681_652714248097667_2055799086_n

Jeśli uznasz, że na początek chcesz zacząć od mniejszego, proszę bardzo! Najważniejsze byś konsekwentnie go realizowała i była z siebie bardzo dumna. Pamiętaj tylko by nie poprzestawać na tych małych celach, bo wkrótce możesz dojść do poczucia, że przecież to co robisz jest tak małe, że aż żałosne. Dlatego systematycznie podnoś poprzeczkę, stawiaj sobie coraz wyższe cele, sięgaj dalej 🙂
A teraz – na koniec – wspomniane narzędzie, które bardzo ułatwia realizowanie postanowień. Wiem na swoim przykładzie, bo od kilku lat miałam dość spore problemy z wytrwaniem w postanowieniach, a teraz jest mi znacznie łatwiej.

Damian Redmer z bloga Rozwojowiec.pl stworzył szablon do śledzenia swoich celów i postanowień. Bardzo proste rozwiązanie polegające na zamalowaniu kratek w specjalnie przygotowanym szablonie. Oczywiście sam szablon nie wystarczy, trzeba jednak trochę się wysilić i wykazać pewną konsekwencją i silną wolą, ale na pewno z tym szablonem będzie Ci łatwiej niż bez niego 🙂

Tutaj możecie zobaczyć prezentację i pobrać ten szablon: http://www.rozwojowiec.pl/2299/szablon-do-postanowien/

Niech ten poniedziałek będzie początkiem jakiegoś nowego, skutecznie realizowanego postanowienia! 🙂

Kotwice i filtry paliwa

Witaj Skarbie!

Przedwczoraj zaczęłam czytać – kolejną w tym roku – fantastyczną książkę. Jestem zachwycona tym, jak bardzo ona do mnie trafia i ile może zmienić w moim życiu. „Księga kodów podświadomości” Beaty Pawlikowskiej, bo o niej mowa jest naprawdę fantastyczna!

Jak tylko skończę ją czytać chciałabym opowiedzieć Ci o niej nieco więcej. Dziś jednak chciałam się skupić na pewnej cesze wielu ludzi, o której Pawlikowska też pisze w swojej książce.  Ja roboczo postanowiłam nazwać to kotwicą, Pawlikowska porównuje to do samochodowych filtrów do paliwa. Według Niej osoby, które mają instynktowne i głęboko zakorzenione poczucie, że są ważne, kochane, bezpieczne i potrzebne są pełne radości, bardzo twórcze, uśmiechnięte – one mają czyste filtry paliwa, a ich samochody się nie psują. Jeśli natomiast, ktoś nie ma tych instynktownych przekonań, to tak jakby jego filtr nie był sprawny – do silnika przedostają się wtedy zanieczyszczenia, które obniżają jego moc, czasami sprawiają, że auto przestaje jechać, silnik się krztusi, wydziela czarny dym… A przecież taki filtr można wyczyścić! Ale co się dzieje gdy zaczynasz wspominać o tym ludziom?

„- Słuchajcie, będzie się wam lepiej jeździło po świecie, jeśli wyczyścicie filtry do paliwa.

Oni odpowiedzą:

– Filtry do paliwa? Jakie filtry?

– To jest takie coś co czyści paliwo przed wrzuceniem go do silnika.

– I my to mamy?

– Tak, każdy to ma w swoim życiowym samochodzie.

– Skoro każdy to ma, to jakoś działa, nie?

– Działa, ale jeśli jest brudny, to silnik będzie się krztusił, będzie miał małą moc, będzie wydzielał trujące spaliny.

– Wszystkie samochody wydzielają trujące spaliny, mają małą moc i czasem się krztuszą. Tak są po prostu skonstruowane.

(…)

– Nie dajcie się skołować – wtrąci się producent części zamiennych – nie ma czegoś takiego jak „czysty filtr”. To tylko zabieg marketingowy, żeby wyciągnąć z waszych kieszeni pieniądze.

– A właśnie, ile to kosztuje?

– Wyczyszczenie filtra? To jest jakieś tysiąc godzin pracy, ale (…) gdybyście zainwestowali tysiąc godzin ręcznej roboty, mielibyście samochód, który działa niezawodnie w każdych warunkach (…)”[i]

Pawlikowska ma w tym przypadku na myśli zmiany tzw. Kodów Podświadomości, ale mam wrażenie, że zachowujemy się tak za każdym razem, gdy ktoś podpowiada nam, że może warto byłoby coś zmienić. Bronimy się przed zmianą, głównie ze strachu – bo nie wiemy czy sobie poradzimy, bo to coś nowego i nieznanego, bo możemy na tej zmianie stracić. Ja sama do dziś pamiętam paraliżujący wręcz strach podczas podejmowania nowej pracy (która okazała się wspaniała!), podczas wchodzenia na Rysy (o tym, w sposób, który do dziś mnie „rusza” pisał Marek na stronie swojego projektu esende.pl –  dziś jest to jedno z moich najważniejszych i ulubionych doświadczeń), albo wtedy gdy Mikołaj oświadczył, że będę występować na scenie podczas przedstawień w ramach „Wigilii dla Samotnych” oraz „Śniadania Wielkanocnego dla Samotnych” (dwa pierwsze wystąpienia były trudne, ale trzeci – gdy grałam jedną z głównych ról – był już prawie samą przyjemnością 🙂 )

 

I dlatego taka moja mała sugestia i podpowiedź na dziś – nie czekaj na to, aż będziesz gotowa na zmiany – ta gotowość może nigdy nie nadejść! Podnieś swoją kotwicę i zacznij działać. Czasem warto się zmusić do czegoś nowego pomimo strachu, bo bardzo często jest tak, że to czego najbardziej się boisz przynosi potem najwięcej satysfakcji i radości, co bardzo pozytywnie wpływa na poczucie własnej wartości i pewność siebie.

A przecież obie wiemy, że dasz radę! 😉

 

 

[i] Beata Pawlikowska – „Księga kodów podświadomości”, GJ Książki

Ale tak właściwie to po co?

Cześć Skarbie! 🙂

Dzisiaj krótka notatka o tym po co tak właściwie pracować nad własną pewnością siebie. Co nam ona daje i jakie czerpiemy z niej korzyści. Zacznijmy więc!

5-ways-to-Skyrocket-your-Self-Confidence

Mam nadzieję, że wiesz, że większa pewność siebie wiąże się z większą swobodą w obliczu czekających na Ciebie wyzwań oraz większą kontrolę nad nimi. Daje ona także bardziej optymistyczne oczekiwania wobec siebie i innych 🙂 Pojawia się także większa gotowość do obrony własnego zdania oraz do podejmowania nowych wyzwań. Pewność siebie i wysoka samoocena sprawiają także, że nasze działania są bardziej niezależne i nie przejmujemy się tym co pomyślą o nas inni. Pomyśl jakie to musi być miłe uczucie, gdy nie martwisz się tym, że ktoś na Ciebie krzywo spojrzy bądź źle o Tobie pomyśli. To nieważne, bo przecież Ty sama doskonale wiesz jak bardzo wartościową osobą jesteś i ile masz zalet. Ważna jest też świadomość, że ludzie nie śledzą dokładnie każdego naszego kroku i nie zwracają na nas aż tak dużej uwagi jak nam się wydaje. Uświadomiłam to sobie baaardzo dokładnie po tym jak nie wszyscy zauważyli, że byłam u fryzjera i moje włosy są o ponad 30cm krótsze 😉 Podcięcia końcówek nie zawsze są zauważalne, ale 30cm to już dość sporo – a jednak są ludzie, którzy nie zauważyli różnicy. Oznacza to, że ludzie tak naprawdę są tak zajęci sobą i swoimi problemami, że nie poświęcają nam aż takiej uwagi. Daje to znacznie większe poczucie swobody podczas kontaktów z innymi 🙂

Ważnym argumentem dotyczącym pracy nad własną pewnością siebie jest skromność. Przyznaję, że ja sama długo z nim walczyłam sądząc, że osoba świadoma swojej wartości, pewna siebie i o wysokiej samoocenie jest narcystyczna, zapatrzona w siebie i ogólnie rzecz mówiąc mało skromna.

John Caunt w książce „Poznaj swoją wartość” pisze tak:

„Osoba o wysokiej samoocenie może sobie pozwolić na jeszcze większą skromność, ponieważ nie czuje potrzeby przekonywania innych do własnej wartości ani potrzeby akceptacji w ich oczach.”

Nie da się ukryć, że ma On dużo racji. Kiedy nie czujemy przymusu by udowadniać innym, że jesteśmy mądre, dobre, samodzielne, niezależne i wspaniałe, tylko po prostu to wiemy, możemy być skromne i skupić się na innych ludziach – na rozmowie z nimi, wspieraniu ich, a nie na myśleniu: „Czy zauważyli, że wiatr rozczochrał mi włosy?”, „Czy słychać, że drży mi głos?”, „Co myślą o tym jak się ubrałam?”, „Czy nie powiem czegoś głupiego?”.

Daje to naprawdę ogromny komfort podczas kontaktów z innymi i prowadzi do większej otwartości na ludzi! Nie przejmując się tym co o Tobie myślą zaczynasz dostrzegać, że poznawanie nowych ludzi, rozmowa i przebywanie z nimi może być całkiem przyjemne 😉

Co o tym myślisz? Zauważasz te wszystkie dobre strony i korzyści jakie na Ciebie czekają? 🙂